wtorek, 19 sierpnia 2014

Tiramisu w letniej owocowej wersji

Na początku lipca mieliśmy gości i pierwszy raz było to pięć osób na raz. Nigdy wcześniej nie miałam okazji gotować dla grupy większej niż 5 osób i powiem Wam, że jednak jest różnica. Nie tylko w kwestii przeliczania składników, ale również potrzebnych sprzętów do gotowania. Na szczęście miałam kilka większych garnków i misek i dałam radę.

W menu była i jagnięcina i wspominane już pstrągi. A z deserów, poza deską owczych serów, letnia wersja tiramisu (bo musiała być dozwolona od lat trzech).


wtorek, 12 sierpnia 2014

Owcze spa

Ktoś mnie ostatnio zapytał, jak tam nasze owce. Faktycznie, coś dawno o nich nie pisałam... Każdy dzień praktycznie taki sam - rano wymarsz na pastwisko, poranne sprzątanie, sprawdzanie i dolewanie wody w ciągu dnia i powrót do owczarni pod wieczór. Na początku lata była akcja 'siano', teraz na tapecie jest słoma. Kilka tygodni temu mieliśmy też drobne przegrupowania w stadzie. Trzeba było rozdzielić matki z córkami i do samic dołączyły już dwa tryki.

A w międzyczasie spełniło się jeszcze jedno z marzeń M. Któregoś jesiennego dnia na samym początku naszej hodowlanej drogi marzył, że będziemy wystawiać nasze owce, zdobywać medale i generalnie staniemy się wzorem do naśladowania. No i proszę, pierwsza wystawa już za kilka dni! Pięć naszych owiec PPG (trzy samice i dwa tryki) będzie na Wystawie Ras Rodzimych w Rudawce Rymanowskiej.

Zanim jednak do tego dojdzie, musimy je trochę 'ogarnąć'. Popytaliśmy, poczytaliśmy i wczoraj odbyło się próbne kąpanie.


Jak to dobrze, że mamy do dyspozycji całą łazienkę, w remontowanym obecnie domu. Dzięki temu obsługa spa była jedynie lekko mokra, a owce w ograniczonej przestrzeni całkiem spokojne.


Oszacowaliśmy potrzebny czas, ilość płynu do prania wełny i od poniedziałku ruszamy z przygotowaniem właściwej piątki. Trzymajcie za nas kciuki w przyszły weekend!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Pstrągi, czyli o tym jak dziewczyna z nad morza odnalazła się w górach

Wychowałam się w Gdyni, mój tato był rybakiem dalekomorskim, więc miłość do ryb mam we krwi. Pamiętam jak będąc dzieckiem, każdego miesiąca, po wypłacie, szliśmy z mamą do restauracji rybnej (wtedy jedynej w Gdyni, na ul. 10 tego Lutego) na serwowane tam smażone kalmary. Wokół były zawsze świeże dorsze, flądry, śledzie kupowane od zaprzyjaźnionych rybaków lub na Hali Rybnej.

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, przez pierwszy miesiąc prawie każdego dnia jadłam śledzie. Wchodziłam do sklepu po coś na kolację i nie widziałam niczego innego, tylko właśnie śledzie. Z każdej wyprawy do domu przywoziłam mrożone lub przetworzone ryby. Potem zabrakło rodziców... I przeprowadziłam się na południe, w Beskidy Niskie.


Potrzeba jedzenia ryb jednak pozostała. Możecie sobie wyobrazić moje szczęście, kiedy krótko po przeprowadzce, odkryłam hodowlę pstrągów 10 km od domu! 10 minut w samochodzie i już mam świeże ryby!


czwartek, 31 lipca 2014

10.000 odsłon i owoce pod kruszonką

Bloga zaczęłam pisać głównie dla moich znajomych. Obok opowiadania o naszym życiu na wsi, chciałam im je pokazać. Przydał się również jako narzędzie popularyzacji przepisów na jagnięcinę. A z czasem stał się dla mnie odskocznią od codzienności. Połączył to, co lubię najbardziej - gotowanie, fotografowanie i snucie opowiadań. Nie piszę regularnie, ale staram się robić to jak najczęściej, w miarę możliwości czasowych. Podziwiam tych blogerów, którzy publikują wpisy codziennie i w 100% zgadzam się z tymi, którzy mówią, że jest to praca na pełen etat. Im więcej wpisów stworzyłam, tym bardziej chcę, żeby każdy kolejny był lepszy od poprzedniego i tym więcej czasu im poświęcam.

Każda odsłona jest dla mnie niesamowicie cenna. Dziękuję Wam za te ponad 10 000! Wiele mnie one już nauczyły, a przede wszystkim motywują, żeby pisać dalej.

Dlatego dzisiaj będzie o tym, o czym rozmawiałyśmy z moją dobrą koleżanką kilka dni temu. Spotkałyśmy się w Arłamowie podczas ich krótkiego urlopu. W ostatniej chwili byłam bliska odwołania naszego przyjazdu, znowu gdzieś się przeziębiłam, ale ponieważ M. wstał specjalnie znacznie wcześniej, żeby 'obrobić' owce, pomyślałam, a co tam, choroba nie zając... Szybkie pakowanie rzeczy na całodzienną wycieczkę i pojechaliśmy.

Niestety wzięłam aparat z rozładowaną baterią, więc nie zobaczycie ani jednego zdjęcia z tego wyjazdu. Będzie za to postscriptum do rabarbaru pod kruszonką.

wtorek, 22 lipca 2014

Makaron z cukinią, letni i szybki

Biuro pierwszej firmy w Warszawie, w której pracowałam, było niedaleko Teatru Rozmaitości. Na parterze mieściła się wtedy kawiarnio-restauracja, w której można było zjeść i śniadanie i lunch i spotkać się na drinka po pracy. Nie pamiętam już nazwy tego miejsca (zniknęło kilka lat temu), ale do dzisiaj pamiętam podawany tam makaron z warzywami, fetą i oregano.


wtorek, 15 lipca 2014

Lipiec w ogrodzie

Już prawie wszystkie niezbędne rzeczy są rozpakowane. Z jednej strony wracamy do normalności, a z drugiej stajemy się budowniczymi. Nasze rozmowy wypełnia nie tylko 'w którym kartonie znajdę....' ale również 'trzeba poszukać betoniarni', czy 'jutro przywiozą stal na zbrojenie, ktoś musi to odebrać'. Kogoś trzeba zawiadomić, żeby przyjechał, a kogoś odwołać, bo znowu pada...

Mimo że jesteśmy na budowie prawie codziennie, to dopiero teraz widzimy, jak nasz ogród zmienia się z dnia na dzień. W ostatnią niedzielę Zosia wręcz nie mogła się nacieszyć nowymi kwiatami.


Pojawił się pierwszy słonecznik i kolejna malwa.


Fasolkę już możemy zacząć zbierać, a pomidory pewnie już niedługo.

 

Patisony dopiero zaczynają mieć kwiaty (fakt, były posadzone później), ale cukinię już zrywamy.
 

No właśnie... Dzisiaj na kolację na pewno będzie cukinia, tylko jak przyrządzona... Jeszcze nie wiem... Świerszcze za oknem za bardzo hałasują...


niedziela, 6 lipca 2014

Przeprowadzka cz. 2

Nasze życie po raz kolejny zostało zredukowane do kartonów. Zawsze w takich sytuacjach planuję duże porządki, pozbywanie się rzeczy. A potem, zazwyczaj z braku czasu, pakuję tylko wszystko do kartonów, oznaczam je i robię listę, co jest w którym. Na szczęście wiele rzeczy udało nam się przewieźć w szufladach, komodach etc. To była chyba jedyna zaleta przeprowadzania się o ulicę dalej.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...