czwartek, 7 stycznia 2016

Wegańskie pierniczki ze szczyptą wspomnień

Czy ktoś z Was pamięta ciastka z maszynki? A może nie piekło się u Was takich? A poza tym 'ciastka z maszynki? Cóż to takiego?' jak powiedział kiedyś mój znajomy. Chodzi o kruche ciasteczka, które formowało się przy użyciu maszynki do mięsa i specjalnej, zakładanej na sitko formy. Znalazłam taką foremkę ostatnio rozpakowując kartony z mojego rodzinnego domu z Gdyni. Zadumałam się przez chwilę i odłożyłam je do szuflady. Ale dopiero, kiedy zabrałyśmy się z Zosią za pierniczki, na dobre poddałam się wspomnieniom.


piątek, 4 grudnia 2015

Pęczotto z groszkiem i wędzonym boczkiem

Kiedyś niania Zosi zrobiła nam zasmażaną kapustę. Była cudowna, aksamitna. Nigdy jeszcze tak dobrej nie jadłam. Rozpływałam się w zachwytach, gdy nagle M. stwierdził:
- Tylko nie pytaj niani, ile dała do tej kapusty masła.

Oczywiście wiedział, że zaraz widelec zawiśnie w powietrzu, a na mojej twarzy pojawi się przerażenie. Już było wiadomo, że musiało go być D U Ż O O O O O!!!!!! No cóż, prawie kostka masła na średniej wielkości kapustę. Przerażenie na mojej twarzy szybko zmieniło się w konsternację. Co robić dalej? Zostawić czy skończyć? Tak dużo kalorii, ale i taka smaczna. W końcu postanowiłam odpuścić. W końcu od jednej porcji nie utyję zbyt dużo...


niedziela, 6 września 2015

Emilka z Magicznego brzozowego wzgórza

Kiedy byliśmy mali, dostawaliśmy z bratem przytulanki od mamy, robione jej własną ręką. Najbardziej pamiętam dwa małe delfiny, czerwony dla mnie i niebieski w kropki dla mojego brata. Przeżywaliśmy wtedy okres fascynacji 'Delfinem Um' (czy ktoś jeszcze pamięta???). Nasze delfiny były zrobione z resztek materiałów, wypchane czym się dało, a właściwie 'tym, co było dostępne' i służyły nam przez długie lata. Nasze ukochane nocne przytulanki! Pamiętam, że delfin mojego brata w końcu się podarł i była to całkiem duża tragedia.

Wchodząc w świat blogów, okryłam przytulankowe cuda, jakie potrafią zrobić blogerki (głównie to są jednak 'one'). Wymarzyłam sobie, że kiedyś zamówię taką przytulankę zrobioną specjalnie dla Zosi. Tyle, że tych pięknych rzeczy jest takie mnóstwo, że aż trudno się zdecydować i jakoś nigdy nie doszłam do etapu zamawiania. Aż trafiłyśmy na jarmark z okazji otwarcia Chaty nad Wisłokiem.


czwartek, 25 czerwca 2015

Wegańskie naleśniki z jagodami, czyli coś na poprawę humoru


Nasz remont, zamiast przyspieszyć, ostatnio coś zwolnił. Kafelki i malowanie odbywa się w ślimaczym tempie. Przyjeżdżają materiały, sprzęty i nawet nie ma ich gdzie złożyć. Pogoda za oknem barowa i nic nie cieszy. Jedyne, co nam wszystkim poprawia humory, to naleśniki. Smażę je ostatnio w ilościach hurtowych. Na weekendowe śniadanie i na kolację w czasie tygodnia.

Pamiętacie, w jakim szoku byłam, gdy okazało się, że muszę z diety Zosi wykluczyć mleko i jajka? Pierwszą myślą w gabinecie lekarza było 'jak ja zrobię naleśniki???' Usłyszałam wtedy 'to proste, mleko roślinne i banan zamiast jajka'. Faktycznie, to jest proste.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Decyzje, decyzje, decyzje...

Ktoś kiedyś powiedział mi, że jestem niezłym 'egzekutorem'. Trzeba coś zrobić, to róbmy. Jest cel, który trzeba osiągnąć, to róbmy wszystko, żeby go osiągnąć. To już nie czas na debatowanie, to czas na działanie. Jak to dobrze, że mam taką cechę! Inaczej pewnie marzyłabym o wielkiej ucieczce...

Nasz remont wkroczył w finalną fazę. Wykończenie. Kafle, farby, biały montaż, fugi, meble na wymiar, kamienie, lampy, krany... Czy o czymś zapomnieliśmy? Czy coś jeszcze trzeba zamówić? Spędzamy godziny w sklepach, w sieci. Selekcjonujemy, wybieramy, decydujemy. To, tamto, a może jednak to? Czasami po prostu marzę o powrocie do czasów, kiedy nie było wyboru i brało się to, co było.


wtorek, 2 czerwca 2015

'Getting Things Done', czyli ciąg dalszy o wybrzebywaniu się z zaległości

Maj przeleciał mi między palcami. Praca, remont, ogród i kilka nowych dużych spraw do ogarnięcia. Bez 'pomocy naukowych' już nie mieści mi się wszystko w głowie. Pamiętacie matrycę ważne i pilne? Tak naprawdę to dopiero wstęp do porządkowania zadań. Jak już mamy ustalone priorytety, trochę łatwiej zabrać się do pracy. Zaczynać jedną sprawę, kończyć i zabierać się do następnej. Sprawnie i skutecznie. Tylko czy tak można? Można, jeżeli poświęcicie trochę czasu i energii na zastosowanie pewnych zasad. Pomoże nam w tym 'Getting Thinks Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności' David Allen.


piątek, 29 maja 2015

Imieniny i urodziny z wegańskim tortem w tle

Imienin, które teoretycznie mam dzisiaj, praktycznie nie obchodzę. Ważne są urodziny, też w maju. M. kiedyś obchodził bardziej imieniny, ale od kiedy jesteśmy razem został 'przestawiony' na ważniejsze moim zdaniem urodziny. Dla Zosi w tej chwili również najważniejsze są urodziny. Choć ostatnio dowiedziała się w przedszkolu, kiedy ma imieniny. Zawsze się zastanawiam, czy moja percepcja tych świąt byłaby inna, gdyby w mojej rodzinie nie było imieninowo-urodzinowego galimatiasu.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...