środa, 22 kwietnia 2015

Tarta z burakami

Pierwszy raz z wytrawną tartą, zwaną quiche'em, zetknęłam się podczas studenckich wakacji w Anglii. Nie mogłam zrozumieć jej fenomenu, tym bardziej, że pracując w barze, widziałam, co się do nich dodaje. Na pierwszy rzut okiem był to dla mnie śmietnik, zbiór resztek, czyli raczej nic zachęcającego do spróbowania. Aż w końcu uległam namowom kucharza i spróbowałam. I... przepadłam. Od tego momentu po prostu wsiąkłam w świat tart. Już nie nazywam ich 'śmietnikiem', a najwyżej 'kreatywnym wykorzystaniem resztek' (bo i takie tarty czasami popełniam), ale często są to po prostu wykwintne dania, idealne na przystawkę lub kolację.


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Matryca ważne-pilne, czyli jak wygrzebałam się z zaległości

Jak dobrze, że zdarzyła mi się infekcja oczu! Dzięki niej spędziłam znacznie mniej czasu przy komputerze i wygrzebałam się z codziennych zaległości. Wyprowadzając się na wieś, nie zrezygnowaliśmy w całości z naszego życia zawodowego. Śmiejemy się, że zamieniliśmy jeden etat na trzy. Obok pracy, dzięki której praktycznie żyjemy, doszły owce, działalność rolnicza i znacznie bardziej rozbudowane prace domowe. I czasami niestety wszystko się tak nakłada, że ledwo wiążemy koniec z końcem. Dlatego od jakiegoś czasu wracam do swoich zwyczajów korporacyjnych, biorę ołówek, kartkę papieru i robię mentalny porządek w mojej głowie.


czwartek, 16 kwietnia 2015

Nie wyrabiam...

Po prostu nie wyrabiam... I to już od kilku dobrych dni. Wczoraj miał być wpis o tym, jak sobie w takiej sytuacji pomóc. Pomoce naukowe przygotowałam, ale na sam wpis nie starczyło już sił... Dopadło mnie przesilenie wiosenne w połączeniu z początkiem alergii pyłkowej, zapaleniem spojówek i rogówki. I jeszcze boli mnie głowa, bo zachciało mi się wiosennego oczyszczania...

magnolia

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zupa dyniowa z mlekiem kokosowym i świeżą kolendrą

W tak wietrzny dzień jak dzisiaj, zastanawiam się, jak to możliwe, że ja, dziewczyna z nad morza, mam problem z wiatrem. Kiedyś, kiedy wiało, specjalnie chodziłam na spacer nad morze. Żeby przewiało, przewietrzyło, dotleniło i na-jodowało. Generalnie było to bardziej pozytywne doznanie. Fale szalały, a mi robiło się lżej na duszy.

Teraz podczas wiatru marznę, kurczę się, kulę. A przy tym 'łapię doła'. Czepiam się i złoszczę byle czego. Jak przestaje wiać, zastanawiam się, o co mi tak naprawdę chodziło i oczywiście nie mam zielonego pojęcia. I nie tylko my tak mamy. Zwierzęta są niespokojne, strachliwe albo złośliwe. Im także przechodzi, kiedy na dworze (lub 'na polu' jak się tutaj mówi) robi się cicho.

zupa dyniowa

czwartek, 9 kwietnia 2015

Pokaż mi swoją lodówkę, a powiem Ci kim jesteś

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze mieszkałam sama w Warszawie, nocował u mnie kolega mojego brata. Miał jakieś ważne spotkanie kolejnego dnia. Zakręcona z samego rana, jak zwykle w pośpiechu, kompletnie zapomniałam o swoim gościu i wychodząc z domy zamknęłam drzwi na oba zamki. Oczywiście, że nie takie zwyczajne. Jeden z nich można było otworzyć tylko z zewnątrz... Już dojeżdżałam do biura, kiedy dzwoni mój gość i mówi, że nie może wydostać się z domu. Olśnienie! Tak, górny zamek! Udało mi się sprawnie zawrócić. Obiecałam, że będę za chwilę, a jemu zasugerowałam zjedzenie w międzyczasie śniadania z tego, co znajdzie w lodówce. Na szczęście zdążyłam, podrzuciłam go do centrum i nawet nie spóźniliśmy się bardzo. Po południu dzwoni mój brat:
- Sista, co Ty masz w lodówce?
- Nie wiem, jakiś jogurt, ser, pewnie coś jeszcze.
- Nie, masz przeterminowany jogurt i przeterminowaną musztardę.
- Skąd wiesz??? Rafael zadzwonił do mnie i opowiedział o porannym zamieszaniu. Strasznie się uśmiał, jak zaproponowałaś mu śniadanie. Tak to podsumował: 'Słuchaj stary, ona ma pustą lodówkę, a to co w niej jest, jest przeterminowane. Zaproponowała śniadanie, tylko z czego miałem je zjeść???'.

Do dzisiaj uważam, że musztarda nie jest się w stanie przeterminować. Umieszczanie daty ważności to tylko wymóg prawny. Ale dzisiaj mam już nieco inny problem z lodówką.


wtorek, 7 kwietnia 2015

Trzeci Dzień Świąt i wytrawne muffiny

Znacie koncepcję 'Trzeciego Dnia Świąt'? U nas bywa i po Wielkanocy i po Bożym Narodzeniu. Wymyślili go moi rodzice i ich znajomi. Tacy, którym dwa dni świętowania było za mało :-) Albo i nie dawali rady ogarnąć wszystkiego kilometrowo...

Ideą tego święta jest przede wszystkim 1. dać szansę świętować gospodyni domu i 2. spotkać się nie tylko z najbliższą rodziną 'z krwi i kości', ale i z tymi, którzy przez lata stali się rodziną, mimo że nie są ze sobą spokrewnieni. Tego dnia nie ma gotowania. Nie ma też specjalnego nakrywania stołu. Jest za to odgrzewanie resztek z lodówki i ogólna samoobsługa (od przygotowania jedzenia po sprzątanie). Wszystko po to, aby pani domu chociaż ten jeden dzień mogła odpocząć. Tego dnia spotykaliśmy się zawsze z przyszywanymi ciociami i wujkami, często najbliższymi nam osobami. W normalne dni świąteczne takie spotkania nie były możliwe ze względu chociażby na zobowiązania rodzinne.

Będąc dzieckiem myślałam, że jest to prawdziwe święto. Potem, kiedy już 'zostałam uświadomiona', że większość i tak go obchodzi. Dopiero jak wyjechałam do pracy do Warszawy, okazało się, że jest to nasz rodzinny wynalazek. Ale powiedźcie sami, czyż nie fajny i zarazem praktyczny?


sobota, 4 kwietnia 2015

Wesołych Świąt!

W tym roku po raz pierwszy czuję, że wtapiamy się w to miejsce. To za sprawą naszej Zosi znam coraz więcej ludzi, uczestniczę w małych wydarzeniach łączących tę społeczność i zapuszczam korzenie, dosłownie.

Mimo że na budowie wrze, kilka dni temu spotkaliśmy się z projektantką naszego ogrodu. Po świętach zaczynamy prace nad koncepcją i sadzimy jeszcze tej wiosny. Ale to niesamowity przypływ energii! Aż chce się samemu wziąć łopatę do ręki! Oczywiście żartuję, bo z łopatą daleko byśmy nie zajechali. Potrzebne będą maszyny, ale samopoczucie i tak mam od razu lepsze.

I tego Wam wszystkim życzę! Żeby te Święta były czasem dla Was i dla najbliższych. Spełniajcie swoje zachcianki, róbcie tylko to, na co macie ochotę i wypoczywajcie!

Ten wieniec kupiłam na Kiermaszu Wielkanocnym w sąsiedniej wsi, gdzie Zosia chodzi do przedszkola. Dzięki funduszom zgromadzonym na kiermaszu, do przedszkola zostaną zakupione instrumenty muzyczne.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...