poniedziałek, 2 marca 2015

Mleko z pestek dyni i ziaren słonecznika

Któregoś sobotniego popołudnia Zosia urządziła bal. Ubrała się w swoją balową sukienkę, włączyła głośno muzykę i wśród ogólnego śmiechu zaczęła wirować jak baletnica. Wirowała w prawo, w lewo i nagle stanęła. Kątem oka zobaczyła na stole swoją butelkę z mlekiem, krzyknęła 'moje mleko' i już nic więcej się nie liczyło.

No cóż, są na świecie mięsożercy, są roślinożercy, a my mamy mlekożercę. Zosia oczywiście deklaruje, że lubi owoce, warzywa, mięsko, a nawet zupy, ale w praktyce kocha tylko i wyłącznie mleko. I na szczęście dla samej siebie, po tym jak mleko krowie pojawiło się na liście zakazanej, pokochała wszelkie mleka roślinne.

Z pomocą blendera i chufamix robimy mleko z kaszy jaglanej, gryczanej (niepalonej), gotowanego ryżu, płatków owsianych lub orkiszowych, z migdałów (moim zdaniem najlepsze do ciast i deserów), orzechów brazylijskich, nerkowców czy wreszcie z pestek dyni i słoneczka.


piątek, 20 lutego 2015

Powidła dyniowo-jabłkowe, czyli o przetworach na przednówku

Od wielu lat używam jedynie mąki orkiszowej. Kupuję ją zawsze od zaprzyjaźnionych rolników, a w sklepach tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia. W zeszłym tygodniu okazało się jednak, że muszę przerzucić się na mąkę sklepową. Kolejna 'moja' mąka będzie dopiero po żniwach. Moją pierwszą reakcją był oczywiście śmiech. Myślałam, że to żart, ale zaraz okazało się, że nie, to jednak prawda. Ziarno się skończyło, zapasy mąki się skończyły i następna będzie dopiero po żniwach... Wtedy przypomniałam sobie o szkolnych lekturach i o przednówku. Pamiętacie, kończyły się zapasy zimowe, zaczynało się reglamentowanie tego, co jeszcze było albo kreatywne przyrządzanie jakiegokolwiek jedzenia. Wszystko, żeby jak najdalej odwlec moment głodu i dotrzymać do pierwszych możliwych plonów.

Ale spokojnie, nas na szczęście głód nie spotka. Poza zapasami mamy też oczywiście sklepy. I to nie jeden w naszej wsi! Nie znaczy to jednak, że nie musimy się zmierzyć z kwestią zapasów zimowych. Gdzieś tam znalazła się jeszcze dynia, jabłka już coraz bardziej się marszczą, a na burakach pojawiło się mnóstwo młodych liści.

O burakach będzie za chwilę. Dzisiaj postanowiłam rozprawić się z dynią i jabłkami. Dziwnie jest robić powidła w lutym, ale nie martwcie się, wynik jest tak samo dobry, jak na jesieni. A w moim ulubionym połączeniu, kanapka z serem i powidłami, wręcz pomaga łatwiej znieść zimowe chłody.

ser z powidłami

czwartek, 12 lutego 2015

Pieczona ryba, taka jak w rodzinnym domu

Kilka dni temu po raz n-ty oglądałam 'Gniew oceanu'. Ilekroć oglądam ten film, moje myśli wędrują do pewnego wieczoru w moim domu rodzinnym, kiedy wszyscy razem, rodzice i brat, oglądaliśmy ten film po raz pierwszy.


środa, 4 lutego 2015

Comber jagnięcy wolno pieczony


Wielu naszych klientów pyta mnie co zrobić z jagnięcym tłuszczem i jak bardzo trzeba go usuwać. Dlatego dzisiaj poza samym przepisem postanowiłam pokazać Wam, w jaki sposób sama przygotowuję jagnięcinę, żeby na końcu otrzymać takie danie:


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Psia miłość

Pamiętacie historię naszej Daisy? Kiedy myśmy chcieli, żeby Daisy miała szczeniaki, ona szła w zaparte. Żaden pies nie był wystarczający dobry. A kiedy nam było to nie na rękę (remont, wyprowadzka, zima), ona znalazła wreszcie 'tego jedynego'. I to dosłownie jednego, jedynego psa. Nikt nie zauważył, żeby koło domu kręciły się jakiekolwiek psy (a podobno to standard). Przyłapaliśmy, i to tylko raz, kundelka z sąsiedztwa, który był na tyle wytrwały, że przekopał sobie przejście pod ogrodzeniem.

I oczywiście ta chwila wystarczyła. Szczeniaki pojawiły się w największe mrozy. Śmieszne jest to, że tego konkretnego dnia coś niesamowicie ciągnęło mnie na budowę i do psów. Irracjonalnie, bo pogoda wyjątkowo nie sprzyjała spacerom. W obejściu byli wszyscy, którzy są tam na co dzień, włącznie z robotnikami budowlanymi, ale to właśnie Zosia i ja miałyśmy przyjemność zobaczyć pierwsze nasze szczenięta!


czwartek, 22 stycznia 2015

Ostra marynata wg Annabel Langbein


Czasami łapię się na tym, że kupuję książki kucharskie tylko dla ich ładnych okładek i zdjęć. Przeglądam pierwszego dnia i odkładam na półkę. Sięgam po nie dopiero kiedy planuję kolację dla znajomych albo kompletnie nie mam pomysłu no to, co naprawdę chciałabym zjeść. Zazdroszczę tym, którzy zaczytują się książkami kucharskimi, zaznaczają ciekawe przepisy, czy wręcz od razu biegną do kuchni. Zastanawiam się, dlaczego u mnie wygląda to inaczej. Może jednym z powodów jest to, że czytając o jedzeniu od razu mam ochotę jeść... A ja przecież większość czasu jestem na jakiejś diecie... 

Jak na razie tylko raz było inaczej. Oglądałam wcześniej programy telewizyjne Annabel Langbein, nowozelandzkiej autorki książek kulinarnych, i dlatego z przyjemnością kupiłam jej 'Kuchnię w stylu wolnym'. Jej przepisy są proste, oparte o sezonowe produkty i naprawdę dobre. Wszystkie, które do tej pory wypróbowałam, sprawdziły się w 100% i są już na stałe w moim repertuarze.

Jej ostrą marynatę uważam wręcz za genialną - pasuje do wielu rodzajów mięsa, jest dobra i do jagnięciny i na przykład indyka, jej ostrość można dopasować do indywidualnych upodobań, daje fajny efekt zarówno w 'klasycznym' jak i wolnym pieczeniu mięsa, można jej użyć do długiego marynowania oraz i wtedy, gdy nie mamy na nie czasu. Za każdym razem efekt będzie trochę inny, ale każdy przypadł nam do gustu. I przede wszystkim wspaniale przechowuje się w lodówce.


środa, 14 stycznia 2015

Ciasto drożdżowe bez jajek i mleka zwierzęcego

Kiedy usłyszałam, że w żywieniu Zosi musimy zrezygnować z jajek i mleka zwierzęcego, moja pierwsza myśl była 'jak zrobić naleśniki'. 'To proste', powiedziała pani doktor, 'mleko roślinne plus banan'. Ok, pomyślałam, a zaraz potem przyszło mi do głowy 'a co z drożdżówką?'. A jednak wszystko da się zrobić - spójrzcie tutaj.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...