czwartek, 18 września 2014

A w ogrodzie...

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo będę tęsknić za swoim ogrodem. Kiedy tylko było ładnie, po 17:00 rzucałam wszystko i odpoczywałam między roślinami. Tutaj coś oberwałam, tam usunęłam chwasty, a Zosia biegała swobodnie i układała swoje pierwsze bukiety.

Teraz niby mieszkamy bardzo blisko, ale mimo wszystko wyjście do ogrodu stało się małą wyprawą. Zamiast wyjść z domu i zerwać coś na przykład na kolację, wsiadamy w samochód i jedziemy, albo odpuszczamy. Jeżeli chcę coś zrobić po pracy, to znowu samochód, bo Zosia marudzi, że 'po przedszkolu jest za bardzo zmęczona na spacer'.

Umykają nam niektóre rzeczy (np. fasolka szparagowa, której nie zdążyłam zerwać zanim stwardniała czy pierwszy koper zanim zakwitł), a chwasty za to szaleją. W mojej głowie nie ma już ciągłego filmu, a jedynie poszczególne klatki z uchwyconą w danym momencie rzeczywistością.

 

W nagrodę za te podróże rozszalały się w tym roku astry (w poprzednim liczyłam je na palcach obu rąk). Słoneczniki i kosmosy jeszcze się trzymają, ale już tylko dzięki wzajemnej pomocy.


 Zakwitła nam jeszcze raz lawenda. Nic sobie nie robi z oplatających ją nici babiego lata.


Obok ostatnich sałat czy szpinaku na zbiory czekają buraki i marchewki. Po nich ewidentnie widać, że brakowała mi tego lata czasu na wszystko.

 

Wczoraj zdecydowałyśmy z Zosią, że natniemy całe naręcze astrów. Nie możemy się nimi cieszyć patrząc przez okna, więc zabieramy je do naszego tymczasowego domu.


sobota, 30 sierpnia 2014

Ciasto z borówkami i kruszonką - na poprawę humoru


To ciasto z borówkami od pierwszego wypieku zapadło w moją pamięć. Któregoś wieczoru wypełniło kuchnię tak niesamowitym aromatem, że od razu wydrukowałam kartkę z przepisem i dołożyłam do 'tych często używanych'.

Są jeszcze borówki, więc spróbujcie. U nas humory już trochę lepsze.


piątek, 29 sierpnia 2014

Idę sobie powyć...

Dostałam ostatnio maila: "A co tam poza tym u Was słychać - nic się nie odzywacie, informacje czerpię jedynie z bloga (dobrze, że on jest). Jak tam Wasze wyprane owce - jak konkurs na najlepszego hodowcę? A jak tam Wasz remont - na jakim etapie jesteście?"

A u nas... Chce nam się ostatnio wyć. Mieszkamy w rejonie, gdzie wilków jest całkiem sporo, u sąsiadów malamut, który codziennie nieźle 'śpiewa', u Zosi w pokoju takie oto maleństwo, więc nie dziwota, że w obecnej sytuacji dołączylibyśmy do stada.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Śliwki, czyli testuję sposoby na powidła

Piątek - przyjechały pierwsze kosze śliwek.


Sobota - rozpoczynam przerób węgierek. Po 5 godzinach tradycyjnego ciągłego mieszania i smażenia na gazie zaczynam szukać innej metody. Może ktoś wymyślił już coś bardziej 'przyjaznego'? Mam, pieczenie w piekarniku. Próbuję natychmiast z II partią śliwek.


Niedziela - ciąg dalszy. Kolejne smażenie węgierek i zaczynam pestkować mirabelki.


Poniedziałek - smażenie ciąg dalszy. Wtorek - na pewno będzie to samo. Środa - powinnam już przekładać gotowe powidła do słoików.

Koniec tygodnia - potwierdzę Wam, czy metoda na piekarnik się sprawdziła, choć już widać, że jest dobrze.

Muszę się nastawić na pracowite dni. To dopiero początek zbiorów w naszym sadzie...

WYNIKI TESTU:
Metoda super! Jedyne o czym warto pamiętać, to żeby podłożyć coś pod naczynie, szczególnie przy I pieczeniu. Inaczej czekają Was godziny spędzone na szorowaniu blachy z piekarnika.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Tiramisu w letniej owocowej wersji

Na początku lipca mieliśmy gości i pierwszy raz było to pięć osób na raz. Nigdy wcześniej nie miałam okazji gotować dla grupy większej niż 5 osób i powiem Wam, że jednak jest różnica. Nie tylko w kwestii przeliczania składników, ale również potrzebnych sprzętów do gotowania. Na szczęście miałam kilka większych garnków i misek i dałam radę.

W menu była i jagnięcina i wspominane już pstrągi. A z deserów, poza deską owczych serów, letnia wersja tiramisu (bo musiała być dozwolona od lat trzech).


wtorek, 12 sierpnia 2014

Owcze spa

Ktoś mnie ostatnio zapytał, jak tam nasze owce. Faktycznie, coś dawno o nich nie pisałam... Każdy dzień praktycznie taki sam - rano wymarsz na pastwisko, poranne sprzątanie, sprawdzanie i dolewanie wody w ciągu dnia i powrót do owczarni pod wieczór. Na początku lata była akcja 'siano', teraz na tapecie jest słoma. Kilka tygodni temu mieliśmy też drobne przegrupowania w stadzie. Trzeba było rozdzielić matki z córkami i do samic dołączyły już dwa tryki.

A w międzyczasie spełniło się jeszcze jedno z marzeń M. Któregoś jesiennego dnia na samym początku naszej hodowlanej drogi marzył, że będziemy wystawiać nasze owce, zdobywać medale i generalnie staniemy się wzorem do naśladowania. No i proszę, pierwsza wystawa już za kilka dni! Pięć naszych owiec PPG (trzy samice i dwa tryki) będzie na Wystawie Ras Rodzimych w Rudawce Rymanowskiej.

Zanim jednak do tego dojdzie, musimy je trochę 'ogarnąć'. Popytaliśmy, poczytaliśmy i wczoraj odbyło się próbne kąpanie.


Jak to dobrze, że mamy do dyspozycji całą łazienkę, w remontowanym obecnie domu. Dzięki temu obsługa spa była jedynie lekko mokra, a owce w ograniczonej przestrzeni całkiem spokojne.


Oszacowaliśmy potrzebny czas, ilość płynu do prania wełny i od poniedziałku ruszamy z przygotowaniem właściwej piątki. Trzymajcie za nas kciuki w przyszły weekend!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Pstrągi, czyli o tym jak dziewczyna z nad morza odnalazła się w górach

Wychowałam się w Gdyni, mój tato był rybakiem dalekomorskim, więc miłość do ryb mam we krwi. Pamiętam jak będąc dzieckiem, każdego miesiąca, po wypłacie, szliśmy z mamą do restauracji rybnej (wtedy jedynej w Gdyni, na ul. 10 tego Lutego) na serwowane tam smażone kalmary. Wokół były zawsze świeże dorsze, flądry, śledzie kupowane od zaprzyjaźnionych rybaków lub na Hali Rybnej.

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, przez pierwszy miesiąc prawie każdego dnia jadłam śledzie. Wchodziłam do sklepu po coś na kolację i nie widziałam niczego innego, tylko właśnie śledzie. Z każdej wyprawy do domu przywoziłam mrożone lub przetworzone ryby. Potem zabrakło rodziców... I przeprowadziłam się na południe, w Beskidy Niskie.


Potrzeba jedzenia ryb jednak pozostała. Możecie sobie wyobrazić moje szczęście, kiedy krótko po przeprowadzce, odkryłam hodowlę pstrągów 10 km od domu! 10 minut w samochodzie i już mam świeże ryby!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...